Chroń tożsamość… w Internecie

Nie jestem najaktywniejszą użytkowniczką portali społecznościowych typu Facebook, posiadam jednak konto na niektórych i staram się zaglądać na nie przynajmniej raz na jakiś czas już choćby po to, aby dowiedzieć się, co ciekawego dzieje się u dawno niewidzianych znajomych. Zazwyczaj dostaje ogrom informacji, których wcale nie potrzebuję, natykam się jednak również na dziwne aktywności niektórych osób. Mówi się, że pokolenie dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków to pokolenie osób, przed którymi Internet nie ma już żadnych tajemnic. Niczym nie można ich już zaskoczyć i niczym nie da się zadziwić. Tymczasem okazuje się, że wiele zachować na najpopularniejszym portalu społecznościowym na świecie zasługuje na najsurowszą krytykę.

Oczywiście, jestem przeciwniczką popadanie w przesadę i nigdy nie przepadałam za teoriami spiskowymi. Nie wierzę, że za każdym krzakiem czai się osoba, której jedynym celem jest uprzykrzenie mi życia i doprowadzenie do jakiegoś dramatu z moim udziałem. Wierzę jednak w to, że nie znamy wszystkich swoich znajomych i nie wiemy, w jakiej są kondycji psychicznej, czym się zajmują i jak dziwne mogą mieć pomysły. Czym innym jest przesada, a czym innym ostrożność.

Jedna z tych kwestii, która doprowadza mnie do szału, jest związana z ustawieniami prywatności na portalach internetowych. Oczywiście, nie mówię, jak zwykle zresztą, o sytuacjach skrajnych i wcale nie uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest zaprzestanie jakiejkolwiek aktywności w sieci. Jeśli zresztą mam być szczera, wydaje mi się, że takie działanie i tak nie jest możliwe, skoro, mniej lub bardziej świadomie, pozostawiamy po sobie tak wiele śladów. Niech mi jednak ktoś wytłumaczy, po co otwierać swoje konto na świat i pozwalać na to, żeby każda postronna osoba miała dostęp do naszych danych personalnych, zdjęć ze ślubu i informacji, jakie na nasz temat zamieszczają znajomi? Jedna z moich nastoletnich kuzynek wyjawiła mi niedawno, że przesadnie zablokowany profil nie jest najlepszym rozwiązaniem, jeśli interesuje się Wami jakiś chłopak, czy jednak wszyscy moi znajomi, którzy za nic mają ustawienia prywatności w głębi duszy marzą o ognistych romansach? Chyba jednak nie. Ta sama kuzynka udzieliła mi darmowego wykładu na temat tego, jak powinien wyglądać mój profil na Facebooku jeśli chcę, aby ten domniemany chłopak się mną zainteresował i nic nie wspominała o zdjęciach z podróży poślubnej, zdjęciach dzieci i tej potworniej fotografii z przydomowego ogródka. Skoro więc nie chodzi o ognisty romans, co może być przyczyną takiego zachowania? Mogę się założyć, że w większości przypadków jest to po prostu beztroska i lenistwo, które kończą się w tym samym momencie, w którym ktoś mniej życzliwy zaczyna bawić się naszymi danymi.

Oddzielną kwestią jest zabezpieczenie profilu i łatwość, z jaką można odgadnąć większość haseł, a także przerażający nawyk logowania się do portalu gdzie popadnie, w domu, w pracy i u znajomego. Facebook posiada specjalną funkcję, która informuje nas o logowaniu do konta z nieznanego urządzenia, a nawet o każdym połączeniu z portalem, czy jednak wszyscy z niej korzystają? Nie, bo przecież zaśmieca pocztę.

Dodatkowo ważna kwestia to informacja o tym gdzie jesteśmy, czy może wyjechałyśmy na urlop a nasze mieszkanie stoi otworem na włamywaczy? Ostatnio Buduar pisał m.in. o możliwości namierzania naszej lokalizacji na podstawie tego gdzie mamy telefon. A kto rusza się gdziekolwiek bez telefonu? Permanentna inwigilacja. Chociaż to w sumie i tak nic względem możliwości logowania się „check in” na Facebooku: w takim wypadku same dobrowolnie podajemy naszą lokalizację!

Jeszcze inną kwestią jest umieszczanie „na tablicy” każdej informacji i zamiłowanie do „łańcuszków”, z którego niektórzy chyba nigdy nie wyrosną, ale to już oddzielna historia…